czwartek, 23 sierpnia 2012

Rozdział 2


      Dzisiejszy maraton filmowy uważam za otwarty. Hazza jak zwykle chciał obejrzeć jakąś komedię romantyczną. Dzisiaj wyjątkowo przystaliśmy na jego propozycję.
- Ale z tej Rose zrobiła się laska. - westchnął Harry, od razu przeniosłem na niego swój wrok. - No wiecie, byśmy pasowali do siebie. - uśmeichnął się.
- Za wysokie progi jak na twoje nogi. - mruknąłem na co reszta chłopaków zaczęła sie śmiać.

***

Byłam wściekła, jak on mógł mi to zrobić? Dlaczego on ich zaprosił? Do naszego nieszczęsnego spotkania zostało zoledwie kilka godzin. Siedziałam w salonie z naburmuszoną miną.
- Rose, weź się nie wkurzaj. - Travis zrobił minę małego szczeniaczka. - Będzie fajnie. - szturchnął mnie delikatnie.
- Nie pomyślałeś o tym, że nie chcę wracać do przeszłości?! - wydarłam się na niego, po chwili złagodniałam widząc jego miną. - No dobra, postaram sie być miła.
- Jesteś moją ulubioną siostrą. - zaśmiałam się, brat poszedł do kuchni szykować jakieś przekąski.
Zastanawiałam się cały czas, czy nie powinnam pogadać z Liamem. Tak, to dobry pomysł. Jestem mu winna wyjaśnień. Powinnam to zrobić. Z rozmyślań wyrwał mnie głos, JEGO głos.
- Siema stary. - do salonu wkroczył Oliver.
- Siema, jednak przyszedłeś. - przybili sobie 'żółwika'. No tak, zapomniałam, że się przyjaźnią.
- Cześć Rose. - dodał mój były, gdy mnie zobaczył. - Ładnie dziś wyglądasz. - uśmiechnął sie, a ja wywróciłam oczami. - Możemy pogadać?
- A musimy? - zmruzyłam oczy, on skinął tylko głową.
- Więc słucham. - westchnęłam.
- Dlaczego ty jesteś dla mnie taka niemiła? - spytał.
- Gdybym zrobiła ci takie świństwo jak ty mi kiedyś, to też byś był dla mnie niemiły. - mruknęłam.
- Przepraszałem cię już za to. Wybaczysz mi? - podszedł do mnie i złapał mnie za dłoń, drugą ręką dotknął pojego podbródka, sprawił, że spojrzałam mu w oczy. Wtedy mnie zatkało, te idealne, zielone oczy...
- Cześć Rose. - powiedział Liam, nieco zszkowany cały widokiem, za nim pojawiła sie reszta One Direction. Wtedy też sie opamietałam i odsunęłam sie od Olivera.
- Cześć. - powiedzieli chórem chłopacy.
- Hej. - mruknęłam.
       Chłopacy rozsiedli sie wygodnie w salonie, ja zostałam na parapecie i ich obserwowałam. Wszyscy znakomicie sie bawili ogladając film, wszyscy oprócz Liama. Dobra Rose, teraz, albo nigdy. Wzięłam głeboki wdech i zeskoczyłam z gracja z parapetu. Podeszłam do Payne'a i dotknęłam jego ramienia.
- Pogadamy? - szepnęłam mu do ucha, ten spojrzał się na mnie i skinął głową.
Weszliśmy do mojego tymczasowego pokoju. Usiadłam na łóżku, Liam obok mnie. Cały czas czujnie mnie obserwował.
- O czym chciałaś pogadać? - spytał sie.
- Ogólnie. O wszystkim i o niczym - zaśmiałam się nerwowo. - Słuchaj, przepraszam cie, że wyjechałam tak bez pożegnania. Musiałam sobie wszystko poukładać.
- Rozumiem, ale dlaczego przez ten rok nie mieliśmy kontaktu? - spytał sie mnie, a ja tonełam w jego orzechowych oczach. Umilkłam na chwilę.
- Ja w pewnym sensie miałam. Na poczatku codziennie przegladałam twoje tweety, pół roku później już tylko ci tydzień. Ale dzięki temu wiedziałam co się u ciebie dzieje. - wypaliłam. - Przepraszam, jeśli cię zraniłam.
Czekałam aż coś powie, ale on tylko się na mnie patrzył. Po chwili się uśmiechnął i mnie przytulił.
- Cieszę się, że wróciłaś Rosie. - powiedział i pocałował mnie w sam czubek głowy.
- A ja cieszę sie, że jesteś znowu przy mnie. - wyszeptałam, chwilę później oderwał sie ode mnie.
- Mogę coś jeszcze wiedzieć? - spytał, po czym zmarszczył brwi, skinęłam głową. - Co zaszło dzisiaj między tobą a Oliverem? - zaśmiałam sie mimowolnie.
- Właśnie o to chodzi, że nic. Chyba chciał mnie znowu poderwać. - uśmiechnęłam się. - A co? - uniosłam jedną brew.
- A nic. - ponownie mnie przytulił.
Coś we mnie pękło, spojrzałam się na Liama. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Przybliżył swoją twarz do mojej. Wtedy musnęłam jego wargi. Chwilę później zatraciliśmy się w pocałunku.
- Nawet nie wiesz, jak mi się brakowało. - wyszeptał tuż przy moich ustach, czułam jak pojedyncza łza spływa mi po policzku.
Całowaliśmy się z coraz większym pożądaniem, zaczął całować mnie po szyi. Wtedy coś do mnie dotarło i odsunęłam się od niego.
- My chyba nie powinniśmy. - wyszeptałam i spuściłam wzrok.
- Znowu to robisz, Rose. - poczułam jak wstaje i wychodzi.
Ale co robię? Ranię go? Siedziałam na swoim łóżku i nie wiedziałam co mam myśleć. Po chwili wyszłam do chłopaków. Usiadłam znowu na parapecie. Tym razem nawet Liam dobrze się bawił. Wylądał, jakby sytuacja, która miała miejsce przed chwilą w ogóle się nie przytrafiła. Poczułam, że dostałam sms'a. Spojrzałam się na wyświetlacz, to od Harry'ego.
- "Jutro o 18 organizujemy imprezkę, mam nadzieję, że wpadniesz ;)" - odczytałam i spojrzałam się w stronę Styles'a, który patrzył się na mnie z głupim uśmieszkiem na twarzy.
- "Mogę wpaść" - szybko odpisałam. Następnie napisałam wiadomość do Liama.
- "Przepraszam. Zobaczymy się jutro ok. 11 w Milk Shake City?" - pospiesznie wysłałam.
Chwilę potem Liam wyjął swój telefon z kieszeni i szybko odpisał.
- "Po co? Chcesz mnie znowu całować, a potem po prostu powiedzieć, że nie powinniśmy?" -był na mnie zły. Spojrzałam sie na niego, przez chwile nasze spojrzenia się skrzyżowały.
- "Nie. Chcę się po prostu spotkać z tobą jak za dawnych lat... To jak?" - odpisałam, ale ręcę mi się troche trzęsły. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
- "No dobra. Będę czekał w środku przy naszym ulubionym stoliku" - uśmiechnęłam się mimowolnie. Przygryzłam dolną wargę, było jeszcze na niej czuć smak jego ust.

~*~
Wszyscy, którzy czytają tego bloga niech napiszą komentarz, to dla mnie ważne ;)

sobota, 18 sierpnia 2012

Rozdział 1


Szłam ulicami Londynu po raz pierwszy od prawie roku. Dziwnie było poznawać na nowo ulice, które znało się jak własną kieszeń. Postanowiłam wpaść do Milk Shake City, gdzie kiedyś przebywałam niemal codziennie. Trochę się pozmieniało. Zamówiłam mojego ulubionego shake'a i usiadłam przy stoliku pod oknem, który zawsze miałam w zwyczaju zajmować.  Patrzyłam na ludzi, popijając shake'a. Zatraciłam się we wspomnieniach, ale tylko tych dobrych.
- Rose? To ty? - spytał się mnie znajomy głos, odwróciłam głowę i zobaczyłam Jego.
- Cześć Oliver. - wymusiłam uśmiech. - Co ty tutaj robisz?
- Przechodziłem obok i zobaczyłem ciebie. - chciał mnie przytulić, ale odsunęłam się. - A co ty tutaj robisz? Bo tym jak wyjechałaś...
- Przyjechałam tutaj na pogrzeb mojej macochy, zadowolony? - nawet sie na niego nie spojrzałam. - Nie chciałam przyjeżdżać, bo nienawidziłam tej kobiety całym sercem, ale brat mnie do tego namówił. Właściwie, to po co ci tu mówię. - westchnęłam.
- Długo tutaj będziesz? - dopytywał się Oliver.
- Nie twój interes. Nie muszę ci się spowiadać. - warknęłam. - Nie jesteśmy już parą. Właściwie nigdy nią nie byliśmy, byłam tylko twoją zabawką. - patrzył się na mnie swoim hipnotyzującym wzrokiem, a ja nie mogłam przestać patrzeć w jego ciemno zielone oczy, które kiedyś tak bardzo kochałam.
- To było dawno, teraz się zmieniłem. - złapał mnie za dłoń. - Kiedy wyjechałaś zrozumiałem, ze czas się zmienić. Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłem, kiedy cię tutaj zobaczyłem. - jego kąciki ust drgnęły.
- Interesujące, coś jeszcze chcesz dodać? - on tylko patrzył się na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. - Jak nie to cześć. - rzuciłam na pożegnanie i go wyminęłam.
Na szczęście mieszkanie mojego brata znajdowało się niedaleko. Travis był na tyle miły, że użyczył mi swojego lokum. Będę mieszkała razem z nim dopóki nie znajdę sobie własnego mieszkania.
- No jesteś nareszcie, pamiętaj, że jutro pogrzeb. Ubierz się w coś czarnego. - powiedział mój brat, który wystawił głowę z kuchni.
- Weź mi o tym nie przypominaj. - westchnęłam i zamknęłam się w moim tymczasowym pokoju.
Włączyłam laptopa, weszłam na twittera. Jak zwykle odwiedziłam profil Liama. Robiłam to raz na tydzień. Nie, żebym miała jakąś obsesję na jego punkcie, ale po prostu chcę wiedzieć, co się u niego dzieje. Kiedyś byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Ciekawe czy teraz jeszcze pamięta o swojej Rosie. Dobra, nieważne. To było już dawno. On na pewno o mnie już zapomniał, czas żebym ja również zapomniała.

***

Z niezadowoloną miną poprawiałem po raz kolejny swój czarny krawat.
- Niall, powiedz mi jeszcze raz, dlaczego mamy tam iść? - westchnąłem.
- Obiecaliśmy Travisowi, zapomniałeś? - blodyn ubierał swoją marynarkę. - Poza tym znaliśmy panią Jones, więc z grzeczności wypadałoby iść tam.
- Już widzę nagłowek z jednej z gazet "One Direction na pogrzebie". - zaśmiał sie Louis. - Daddy, nie będzie tak źle. Może poznasz tam jakąś laskę. - puśił mi oczko marchewa, spojrzałem na niego piorunującym wzrokiem. - No tak, zapomniałem. Dopiero od tygodnia jesteś singlem. - poklepał mnie po ramieniu.
- Louis, przestań. - skarcił go Zayn. - Dobra, ruszamy. Zanim tam dotrzemy trochę czasu minie. - klasnął w dłonie przyjaciel.
Niecałą godzinę później znaleźliśmy się na cmentarzu. Była spora grupka ludzi, staliśmy bardziej z tyłu. Na przeciwko dostrzegłem Travisa, który stał obok swojego ojca. Po drugiej stronie kolegi stała dziewczyna. Jej oczy przysłaniały czarne Ray Bany. Miała ubraną czarną koszulę włożoną w dopasowaną spódniczkę tego samego koloru. Do tego czarne rajstopy oraz baleriny, które również były czarne. No tak, czego można było spodziewać się na pogrzebie, chyba nie jaskrawych kolorów. Spojrzałem jeszcze raz na jej twarz. Dużo przez okulary nie można było dostrzec, ale jej zgrabny nosek i usta wyglądały dziwnie znajomo. Do tego długie włosy koloru ciemnego kasztanu. Zupełnie zapomniałem o okoliczności, która mnie tu sprowadziła. Przyglądałem sie tylko tej dziewczynie. Gdy pogrzeb się skończył chlopacy nakłonili mnie, żebyśmy podeszli do Travisa.
- Kondolencje, stary. - powiedział Harry i uścisnął dłon chłopakowi.
- Dzięki. - jego kąciki ust drgnęły. - Pamiętacie Rose, moją siostrę? - objął ramieniem dziewczynę, której przyglądałem się dłuższą część pogrzebu. Zdjęła ciemne okulary i wtedy ją poznałem.
- Rosie... - szepnąłem, usta ledwo mi drgnęły.
- Cześć wam. - powiedziała nieśmiało, spojrzała sie na mnie swoimi czekoladowymi oczami.
Muszę przyznać, że wypiękniała. Myślałem, że w jej przypadku to niemożliwe, a jednak. Byłem w szoku, myślałem, że już nie wróci do Londynu, a tu jednak taka niespodzianka. Mam nadzieję, że zostanie tu na dłużej.
- Może wpadniecie do nas jutro? Wiem, ze to trochę głupio gadać o tym na pogrzebie naszej macochy, ale byłoby nam z Rose bardzo miło. - dziewczyna wyglądała, jakby w ogóle nie obchodziły ja słowa brata. Patrzyła się na mnie, tylko raz na jakiś czas przenosząc wzrok na resztę chłopaków. Jej wzrok przeszywał mnie od środka. Czułem sie troche niezręcznie.
- Rosemary! Travis! Chodźcie! - zza moich pleców dobiegł mnie głos ich ojca. Odetchnąłem z ulgą.
- To na nas pora. Do zobaczenia jutro. - uścisnął każdemu z nas dłoń i odeszli.


~*~
Cześć, no i jest pierwszy rozdział. Nie wiem, czy ktoś w ogóle to czyta, ale jeśli tak, to mam nadzieję, że spodoba wam sie moja praca. Nie wiem, co mam pisać o tym rozdziale...